Szybki kontakt

"PERFEKT" - Grzegorz Telok

Usługi Edukacyjne, Pośrednictwo Ubezpieczeniowe
43-502 Czechowice-Dziedzice
ul. Konwalii 14
tel.: +48 602 305 639
email: perfekt.telok@op.pl
 

Kobieta, która zarysowała auto na parkingu i jak twierdzi zostawiła kartkę z telefonem właścicielowi uszkodzonego pojazdu, będzie musiała zapłacić za szkodę z własnej kieszeni. Ubezpieczyciel odmówił pokrycia kosztów, a sądy przyznały mu rację.

Do kolizji doszło 29 czerwca 2014 roku. Podczas manewru cofania Renata J. uszkodziła prawidłowo zaparkowany pojazd Ireny T. Po wszystkim poszkodowana znalazła przy drzwiach swojego samochodu kartkę od świadka zdarzenia z informacją o kolorze samochodu, który zarysował jej auto i o jego numerze rejestracyjnym.

Pani Irena zgłosiła sprawę na policję. Mundurowi szybko ustalili dane sprawczyni. Pani Renata nie wypierała się całego zajścia i przyjęła mandat 100 zł myśląc, że cała sprawa jest już zakończona, a resztą zajmie się jej ubezpieczyciel. Okazało się jednak, że ten po kilkunastu dniach od zgłoszenia sprawy zażądał zwrotu wypłaconego odszkodowania i kosztów wynajmu auta zastępczego dla pani Ireny na czas naprawy jej pojazdu.

Sama kartka za szybą nie wystarczy

Sprawczyni kolizji, pani Renata, odwołała się od decyzji do sądu rejonowego w Zduńskiej Woli tłumacząc, że czekała na właściciela pojazdu, a gdy ten przez dłuższy czas się nie pojawiał, zostawiła kartkę z numerem telefonu i imieniem. Właścicielka uszkodzonego auta kartki jednak nie znalazła, za to namierzyła sprawcę dzięki informacji świadka całego zdarzenia. Sąd nie uwierzył w tłumaczenia pani Renaty i przyznał rację ubezpieczycielowi, który uznał zachowane swojej klientki za ucieczkę z miejsca kolizji.

Pani Renata nie poddała się i złożyła zażalenie na wyrok do sądu okręgowego w Sieradzu. Ten również nie uwierzył w tłumaczenia sprawczyni kolizji i oddalił jej apelację uznając, że to tylko tłumaczenie przyjęte w celach procesowych.

Poza tym Sąd rejonowy uznał, że nawet gdyby pozwana rzeczywiście podjęła próbę przekazania swojego numeru telefonu oraz imienia i nazwiska, to dane te nie są informacją pozwalającą na zidentyfikowanie zakładu ubezpieczeń, a tym bardziej danymi związanymi z zawartą umową ubezpieczenia. Sąd wskazał, że pozwana nie podjęła też żadnych działań związanych z koniecznością powiadomienia zakładu ubezpieczeń o całym zdarzeniu.

Rzecznik twierdzi, że wystarczy kartka

Czy oznacza to koniec z kartkami za szybą? Niekoniecznie, bowiem Rzecznik Finansowy stoi na stanowisku, że nie zawsze oddalenie się z miejsca wypadku jest równoznaczne z ucieczką. Twierdzi także, że w sytuacji, gdy mimo podjętych prób zlokalizowania właściciela uszkodzonego auta, nie uda się tego dokonać, wystarczy wspomniana kartka z danymi sprawcy, ale w tym także nazwy ubezpieczyciela i numeru polisy.

Nie kwestionujemy prawa towarzystw do takiego działania w uzasadnionych wypadkach. Do takich zaliczymy te, w których nie ma wątpliwości, że sprawca rzeczywiście ucieka z miejsca wypadku i są na to dowody. Ale są też sprawy, w których kierowcy nie są świadomi, że uszkodzili inny samochód, a mimo to ubezpieczyciel domaga się od nich zwrotu kwot wypłaconych poszkodowanemu. W takich sprawach staramy się pomóc - mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo-Emerytalnego, w Biurze Rzecznika Finansowego.  Zwykle tego typu roszczenia są podparte dowodami. Mogą to być nagrania z monitoringu miejskiego, czy należącego do centrum handlowego lub oświadczenie świadka lub świadków zdarzenia. Dla oceny sytuacji istotne będzie jak zachował się sprawca po wypadku. Jeśli wysiadł, obejrzał uszkodzenia i odjechał - regres będzie uzasadniony. Ale innych sytuacjach nie jest to już takie oczywiste - mówi Krystyna Krawczyk.

Jako przykład podaje sytuację w której na nagraniu widać, że sprawca co prawda obciera inne auto, ale wysiada i po krótkim oczekiwaniu zostawia za wycieraczką kartkę z numerem kontaktowym.

Niestety w takich sytuacjach może się zdarzyć, że kartkę wyjmie ktoś inny lub wywieje ją wiatr. Dlatego, jeśli zdarzenie ma miejsce na parkingu centrum handlowego, warto odszukać pracownika ochrony i poprosić go np. o wywołanie posiadacza uszkodzonego pojazdu przez głośniki. Jeśli takiej możliwości nie ma, to warto zostawić mu swój numer telefonu, notując przy okazji jego imię i nazwisko. Nikt nie oczekuje, że będziemy czekali godzinami na poszkodowanego na parkingu. Ale warto móc wykazać, że odjechaliśmy dopiero po przekazaniu danych kontaktowych do nas. W takiej sytuacji roszczenie regresowe nie będzie miało podstaw - mówi Krystyna Krawczyk.

Źródło: Rzecznik Finansowy, rp.pl, saos.org.pl

 

Uważaj na szkody z OC !

Pozostają w historii kierowcy przez długie lata.

W lutym 2018r. do agencji ubezpieczeniowej zgłosił sie klient z zamiarem zawarcia ubezpieczenia OC na kilkunastoletni samochód. Agent po rozmowie z klientem i przeprowadzeniu analizy potrzeb,  zawarł umowę ubezpieczenia korzystając przy tym z udostępnionego przez Towarzystwo ubezpieczeniowe portalu do sprzedaży ubezpieczeń. Polisa opiewała na kwotę okołu 800zł.

Po kilku miesiącach, a dokładniej w październiku, klient otrzymał wezwanie do zapłaty na kwotę ponad 7000 zł !!!

Firma tłumaczy to zatajeniem przez klienta faktu, iż posiada on na swoim koncie dwie szkody z tytułu ubezpieczenia OC, które miały miejsce trzy lata wstecz.

Klient w rozmowie z agentem tłumaczył się tak: Moje oświadczenie o szkodowości zostało wyrażone nieświadomie. Nie wypieram się, że posiadałem na miom koncie dwie szkody, jednakże dotyczyły one innych pojazdów niż ubezpieczany, zostały popełnione przez współmałżonka, a auta te były ubezpieczone w innym Towarzystwie ubezpieczeniowym niż zawarta "feralna" polisa. W pamięci miałem fakt, że szkoda po roku "kasuje się". Nadmienię, że w następnym roku miałem zwyżkę składki, a polisa zawarta została w Towarzystwie, które na dzień dzisiejszy daje mi 60% zniżek co może świadczyć, że na dzień dzisiejszy nie jestem klientem szkodowym. To zapewne mnie uśpiło i na podstawie tej wiedzy zawarłem u agenta nowe ubezpieczenie.

Ktoś powie, że klient nie ma racji, bo przepisy się zmieniły, a nieznajomość prawa nie usprawiedliwia. I ten ktoś będzie miał świętą rację. Jednakże jest jeszcze to przysłowiowe "ale".  Otóż polisa została zawarta w licencjonowanej agencji, na podstawie otrzymanego przez Towarzystwo ubezpieczeniowe portalu sprzedażowego, który między innymi ma obowiązek zaczytać z bazy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) faktyczną ilość szkód komunikacyjnych znajdujących się na koncie klienta. W feralnym dniu portal miał w tym względzie awarię, nie zaczytywał informacji z UFG, a na dodatek w miejscu gdzie była informacja o zniżkach z automatu dawał 60%. Zresztą Towarzystwo w stosownym piśmie potwierdziło ten fakt, jednakże nie wpłynęło to na decyzję Towarzystwa o windykacji należności z tytułu zawartej polisy. Że z portalem było coś nie tak, nich świadczy fakt, że portal w okolicach wakacji został wycofany i zastąpiony innym, ponoć lepszym. Ja jakoś w cuda nie mogę uwierzyć.

W związku z tą sprawą nasuwa się wiele pytań: Dlaczego portal w tym dniu nie zaczytywał z UFG faktycznego stanu zniżek klienta? Jeśli tego nie robił to czy nie należało go wyłączyć? Dlaczego nie przysłano klientowi upomnienia i nakazu do dopłaty, na podstawie nowo wyliczonej składki ubezpieczenia? Skąd wzięła się tak kosmiczna kwota ( ponad 7000 zł) odpowiadająca zwyżce składki 400%? Dlaczego Towarzystwo żąda od klienta pieniędzy, które tak na dobrą sprawę mu się nie należą, ponieważ za szkody, które są podstawą sporu, zapłaciło inne Towarzystwo, w którym jak wspomniałem wcześniej klient posiada znowy 60% zniżki? Czy to nie Fundusz Gwarancyjny powinien żądać tych pieniędzy, a nie Towarzystwo ubezpieczeniowe?

W tej sprawie jest jeszcze wiele innych pytań. Jednakże Towarzystwo odpowiada na nie wymijająco powołując się na suche paragrafy Ustawy o UFG interpretując je na swój sposób. A wystarczyło tylko trochę ludzkiej wraźliwości i umiejętności przyznania się do "niezręcznej sytuacji". Przecież Towarzystwo, cytując Kodeks etyczny, którego zapisy tak wbija się do głowy agentom podczas szkoleń, powinno działać dla dobra swoich klientów.

Obecnie klient wyczerpując drogę negocjacji, nie widząc poważnego traktowania ze strony Towarzystwa, złożył zawiadomienie do Rzecznika Finansowego oraz poprzez kancelarię prawną przygotowuje pozew do sądu w związku z próbą wymuszenia pieniędzy. Sprawa w toku, więc czekamy na rozwiązanie.

Tekst własny autora

 

Wszystkiemu winny wiatr.

Do zdarzenia doszło na parkingu należącym do instytucji państwowej. Był piękny słoneczny dzień. W pewnym momencie zaczął wiać silny wiatr. Ze stojącego niepodal drzewa oderwał się konar uderzając w dach samochodu oraz wybijając przednią szybę. Należy dodać, że samochód był zaparkowany prawidłowo i miał zezwolenie na parkowanie w tym miejscu. Szkoda została zgłoszona do ubezpieczyciela w ramach polisy OC zarządcy terenu.

Odpowiedź zakładu ubezpieczeń: Na podstawie ogólnych warunków ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej lub użytkowania mienia, ochroną ubezpieczeniową objęte są szkody wyrządzone w związku z prowadzeniem przez ubezpieczonego działalności lub posiadaniem mienia. Podstawą przyjęcia odpowiedzialności zgodnie z treścią art.415 kodeksu cywilnego jest wina podmiotu wyrządzającego szkodę przy jednoczesnym wystąpieniu trzech przesłanek odpowiedzialności czyli: faktu wystąpienia szkody, zawinionego działania bądź zaniechania sprawcy wypadku ubezpieczeniowego oraz adekwatnego związku przyczynowego pomiędzy działaniem bądź zaniechaniem a szkodą. Jak ustalono w toku czynności likwidacyjnych doszło do uszkodzenia należącego do Pani pojazdu w wyniku oderwania się konara drzewa rosnącego na terenie parkingu. Po analizie zgromadzonych w sprawie materiałów stwierdzamy, iż brak jest wykazania zawinionego działania bądź zaniechania Ubezpieczonego w zakresie utrzymania stanu drzewa w obrębie którego doszło do szkody. Ustalono również, że stan drzewa z którego oderwał się konar, był dobry. Biorąc pod uwagę powyższe należy przyjąć, iż w sprawie brak jest dostatecznych podstaw do przyjęcia, że szkoda była wynikiem nie dołożenia wskazanego sprawcę należytej staranności w zakresie utrzymania drzewostanu. Ponadto informujemy, że przyczyną szkody były niesprzyjające warunki pogodowe tj. silny, porwisty wiatr. Reasumując przedstawiony powyżej stan faktyczny, nie znajdujemy podstaw do wypłaty odszkodowania.

Co na to klientka: Należy zastanowić się nad sensem zakupu polisy OC. Skoro nie chroni ona właścicela posejsji ( jego mienia ) przed skutkami wyrządzonymi praz siły natury, to po co taka polisa? Drzewa na parkingu były częściowo spruchniałe, a na przycięcie nie było pieniędzy o czym zakład ubezpieczeniowy nie chciał wiedzieć. Parking był dopuszczony do użytku. Uznano, że ostatecznie to moja wina, że tam zaparkowałam, a za wiejący wiatr nikt nie bierze odpowiedzialności. 

Sprawa została skierowana do sądu. Sąd uznał zasadność tłumaczenia klientki i nakazał firmie ubezpieczeniowej wypłatę odszkodowania. Szkoda, że trzeba było czekać na taką decyzję dwa lata.

Tekst własny klientki

 

Ukradli Ci samochód.

Możesz nie dostać odszkodowania.

Pan Jerzy zaparkował swoje Seicento na parkingu osiedlowym. Należałoby napisać - pod swoim blokiem. Jakieś było jego zdziwienie kiedy stwierdził rano, że samochód zniknął.

Fakt ten zgłosił na policję. Policjant spisał zeznania, dokonał oględzin miejsca zdarzenia i wdrożył procedurę poszukiwawczą. Pan Jerzy zgłosił również ten fakt do zakładu ubezpieczeń jako roszcenie z polisy AC. Tam otrzymał odpowiedź, że odszkodowanie może być przyznane dopiero po zakończeniu policyjnego śledztwa, a nóż samochód się znajdzie. Ponieważ Pan Jerzy wykorzystywał samochód w swojej pracy zawodowej to został zmuszony do zakupu nowego, na który to wykupił, w tej samej firmie co był ubezpieczony poprzedni samochód, cały pakiet ubezpieczeniowy.

Po trzech miesiącach otrzymał z policji pismo o umorzeniu śledztwa ze względu na nie wykrycie sprawcy kradzieży. Zgłosił się więc do zakładu ubezpieczeń po odszkodowanie. Tam usłyszał, że sprawa skierowana zostaje do wyjaśnienia i należy oczekiwać na decyzję, która niebawem zostanie wysłana do klienta.

Jakieś było jego zdziwienie kiedy otrzymał ową decyzję. W decyzji napisano, że zakład ubezpieczeń odstępuje od wypłaty odszkodowania ze względu na fakt nieprawidłowego zabezpieczenia samochodu podczas parkowania. Gdzie jest haczyk? Otóż w protokole policyjnym zapisano taką odpowiedź, na tak zadane pytanie: Czy nie zauważył Pan czegoś podejrzanego w związku z Pana samochodem, ktoś się wcześniej kręcił koło niego, może była jakaś próba włamania?

Pan Jerzy zeznał: Nic szczególnego nie zauważyłem. Czasami kluczyk, którym otwierałem samochód ciężko się obracał.

I to wystarczyło, aby zakład ubezpieczeń odmówił odszkodowania uznając ten fakt za nieprawidłowe zabezpieczenie pojazdu i przyczynienie się do kradzieży.

Pan Jerzy skierował sprawę do sądu, który po niemal dwóch latach nakazał zakładowi ubezpieczeń wypłatę odszkodowania. Odszkodowanie zostało wypłacone, ale nie według wartości samochodu na dzień kradzieży, a na dzień wykonania wyroku sądu. Ponadto z kwoty wypłaty odszkodowania potrącono należność za okres kiedy samochód był skradziony, gdyż uznano, że samochód dalej podlegał ochronie. Czyli złodziej mógł w pełni korzystać z ubezpieczenia zawartego przez Pana Jerzego. 

Jaki z tego morał: Uważajmy co i komu mówimy.

Tekst własny autora

 

 

 

Zapraszam do kontaktu : 602 305 639 Formularz kontaktowy

Tanie ubezpieczenia, ubezpieczenia Czechowice-Dziedzice, tanie OC,ubezpieczenia Bielsko-Biała, ubezpieczenia Pszczyna, wyszukaj tanie ubezpieczenie, wyszukiwarka tanich ubezpieczeń,ubezpieczenia na telefon,ubezpieczenia w podróży,sprzedaż ubezpieczeń, ubezpieczenia na Życie, pośrednictwo ubezpieczeniowe, usługi edukacyjne, odszkodowania, likwidacja szkód, dobre ubezpieczenie, tanie ubezpieczenie, ubezpieczenie majątkowe, ubezpieczenie medyczne, ubezpieczenie rolne, ubezpieczenie transportowe, ubezpieczenia NNW, ubezpieczenia grupowe,ubezpieczenia Żywiec.

O autorze
Odwiedzin : 25 992
Gości online : 1
Zapytań : 16
Czas zapytań : 0.006s
Czas generowania : 0.020s